Czy oddałbyś głos na Hitlera?

Zanim podniosą się głosy oburzenia i absolutnej negacji postawionego pytania, zastanówmy się nad faktem, że dzisiaj dziesiątki milionów mieszkańców Unii głosuje na partie, których programy i postulaty są podobne, a często bardziej skrajne od tego co w wyborach lat 1930 czy 1932 proponowała Niemcom NSDAP. A przecież Niemcy z początku lat 30-tych mieli od nas, współczesnych Europejczyków więcej powodów aby stracić zaufane do wtedy rządzących polityków i szukać innych „zbawców”. Byli zmęczeni ciągłymi zmianami rządów, dramatycznie pogarszającą się sytuacją gospodarczą, rosnącym bezrobociem, poczuciem braku perspektyw w wymiarze jednostki jak i całego państwa, a nawet głodem. Na ulicach rządziły wtedy partyjne bojówki i w roku 1930 nazistowskie SA nie było wcale najsilniejsze. Niektóre dzielnice Berlina jak i innych wielkich niemieckich miast opanowała mafia, która wzorem tej amerykańskiej miała także w swoich rękach niektóre związki zawodowe. O tym jakie nastroje panowały wtedy wśród niemieckich robotników niech świadczy fakt, że ponad 100 tysięcy z nich wyjechało w latach 1930-32 za chlebem do pracy w … Rosji Sowieckiej. Podpisywali kontrakty na rok z możliwością ich przedłużenia oraz mieli otrzymywać część wypłat w reichsmarkach. Przywiezione przez nich „wrażenia” z komunistycznego raju spowodowały m. in.  to, że Komunistyczna Partia Niemiec KPD w wyborach roku 1932 nie zdobyła tyle głosów ile się spodziewała.
Na początku lat 30tych większość Niemców najbardziej obawiała się: bezrobocia, hiperinflacji takiej jak w latach lat 1923-24 /miesięcznie ceny rosły nawet o 32400 procent/ oraz przejęcia władzy przez komunistów. Wielu nie mogło się także pogodzić z upadkiem znaczenia Niemiec i postanowieniami Traktatu Wersalskiego.

Do tego ówczesne Niemcy były republiką ale bez republikanów. Wychowane w Cesarstwie społeczeństwo, chociaż nie chciało powrotu cesarza, jakoś nie mogło się z tym nowym politycznym tworem oswoić. Tym bardziej, że po prawej i lewej stronie pojawiły się bardzo „atrakcyjne” rozwiązania. Zarówno komuniści jak i faszyści obiecywali społeczeństwo bezklasowe. Dzięki niemu miały zniknąć konflikty pomiędzy bogatymi i biednymi. Problemy rozwiązywano by w formie dialogu a nie walki! Piękna perspektywa!

NSDAP nie startowała do wyborów lat 1930 i 1932 z hasłami: wywołamy wojnę, zemścimy się za Wersal, przeciwników wsadzimy do obozów, wymordujemy: żydów, nie-aryjczyków i osoby niepełnosprawne, stworzymy lepszą rasę i bezklasowe społeczeństwo, upaństwowimy najważniejsze gałęzie przemysłu, a z Hitlera zrobimy wodza aryjskiej Europy. Naziści nie zdobyliby wtedy zbyt wielu głosów! NSDAP szła do wyborów pod wtedy i dziś popularnymi, populistycznymi sloganami. „Niemcy obudźcie się” – to była przewodnia myśl ich kampanii. Hitler i jego „ludowi towarzysze” żądali „chleba i pracy” dla wszystkich obywateli, opowiadali się za  poprawieniem warunków w zakładach pracy, wprowadzeniem powszechnych urlopów dla robotników,  zasiłków dla dzieci i rodzin, rozbudową systemu emerytalnego, wprowadzeniem stypendiów dla zdolnych uczniów z biednych rodzin, za skutecznym ściganiem przestępców. Propagowali finansowane przez państwo  roboty publiczne, budowę tanich mieszkań, samowystarczalność gospodarki, ochronę rodzimych firm, powiększenie armii i jej unowocześnienie. Obiecywali w ciągu 4 lat postawić Niemcy na nogi. Wielu zwolenników przysparzała im całkowita negacja postanowień „Traktatu Wersalskiego” oraz zapowiedź zaprzestania płacenia reparacji wojennych i wyzwolenia się spod „dyktatu” Ligi Narodów. W odróżnieniu do niemieckich komunistów NSDAP nie chciała upaństwowienia całej gospodarki. Mówiła za to o „naszym” dobrym, pracującym kapitale, który należy popierać i tym złym, chciwym, którego przedstawicielami były banki, giełdy, wielkie firmy handlowe, zagraniczne koncerny i oczywiście żydzi. Ponadto naziści prowadzili kuchnie dla biednych, rozdawali odzież potrzebującym, walczyli o prawa robotników w firmach.

Dzięki takiemu szerokiemu programowi NSDAP zdobyła w latach 1929-32 spore poparcie wśród wszystkich grup społecznej. Partia nazistowska była wtedy jedynym świeżym, nieuwikłanym w większe, polityczne skandale ugrupowaniem. Dzisiaj może to budzić nasze zdziwienie, ale nie palący papierosów, nie pijący alkoholu, wegetarianin, szczupły, mający bujną czuprynę Hitler, pozytywnie wyróżniał wśród podstarzałych, brzuchatych i wyłysiałych innych niemieckich polityków.
Większość najaktywniejszych członków NSDAP stanowili młodzi, wykształceni, żądni zmian mężczyźni. Kiedy przegląda się listy osób, które w roku 1933 przejmowały w Niemczech władzę / tę na średnim i wyższym szczeblu/, to byli 30- latkowie, absolwenci dobrych szkół, mający za sobą doświadczenie w gospodarce / co niektórzy w żydowskich firmach / czy administracji. Tę partię popierało także wielu zdolnych przedsiębiorców czy managerów, którzy widzieli w propagowanym przez nazizm związaniu robotników z firmami / współudział w zyskach, czy dawanie im firmowych akcji/ szansę nie tylko na zwiększenie wydajności pracy ale na zniesienie uprzedzeń pomiędzy robotnikami a właścicielami czy kadrą zarządzającą. W odróżnieniu od innych partii, które reprezentowały raczej zamknięte klasy i grupy społeczne lub wyznaniowe, czy różne regiony kraju, NSDAP stała się pierwszą partią ogólnoniemiecką z 6 procentowym udziałem kobiet.

Pieniądze na kampanie wyborcze otrzymywał Hitler od wielkiego kapitału, który widział w nim skuteczną broń w walce z komunistami. Jeszcze wszyscy mieli świeżo w pamięci wypadki lat 1918-23 kiedy to czerwoni / ci mniej i bardziej skrajni/ kilkukrotnie usiłowali i to w różnych regionach Niemiec doprowadzić do rewolucji i przejęcia na wzór sowiecki władzy.

Już w latach 20tych spore kwoty na skrajną prawicę w tym NSDAP przeznaczał wielki przemysłowiec Fritz Thyssen, do roku 1932 w przeliczeniu około 2 milionów euro. Po roku 1933 na nazistów spłynął deszcz pieniędzy. Wielu niemieckich przedsiębiorców zobowiązało się / kosztem robotników / 0.5 procenta z funduszu płac przeznaczyć na NSDAP . W sumie do roku 1939 wpłacili oni 900 milionów reichsmarek /3,5 mld Euro/ na konto, do którego dostęp miał praktycznie tylko Hitler.
Ten sam Thyssen był jedynym posłem do Reichstagu, który w dniu 1 września 1939 roku nie był na posiedzeniu, na którym wypowiedziano Polsce wojnę, a w liście do Göringa napisał, że jest przeciwko wojnie i uzależnieniu się od surowców z ZSRR. Ostatecznie dożył końca wojny w obozie koncentracyjnym

Ponadto głównymi konkurentami wielu niemieckich przedsiębiorców były firmy należące do żydów. Zastraszenie rywala im sprzyjało. W Niemczech żyło w roku 1933 około 500 tysięcy osób wyznania mojżeszowego / obecnie 100 tysięcy/ , stanowili oni wtedy tylko 0,8 procenta liczby ludności. W przedwojennej Polsce co 10 obywatel był Żydem. Niemieccy Żydzi należeli jednak do najlepiej wykształconych i najzamożniejszych obywateli tego kraju. Ich brak odczuwa, szczególnie niemiecka nauka, do dzisiaj.

Wielu wybitnych ludzi popierało i to już od początku lat 20tych Hitlera. Takim przykładem jest znany teolog i pacyfista Martin Niemoeller. W I Wojnie dowódca łodzi podwodnej zatapiającej angielskie i francuskie statki handlowe, potem pastor ewangelicki, który już w roku 1924 głosował na NSDAP, w 1934 r. autor listu do Hitlera , w którym dziękował mu za wyrwanie Niemców z Ligi Narodów. Potem od drugiej połowy lat 30tych przeciwnik prowadzonej przez nazistów polityki wobec kościoła i religii. Jako tzw. „osobisty więzień Hitler” przesiedział 8 lat w obozie koncentracyjnym / chociaż w lepszych niż inni warunkach / i tylko przez przypadek nie został rozstrzelany pod koniec wojny. Po 1945 roku stał się radykalnym pacyfistą.
Inny przykład – znany nam z filmu „Pianista” Wim Hosenfeld, kawaler orderu Polonia Restituta za uratowanie podczas Powstanie Warszawskiego kilkunastu Polaków i Żydów , do roku 1939 był gorącym zwolennikiem Hitlera.

W okresie czterech lat / 1928-1932/ wynik NSDAP w wyborach wzrósł z 2,7 do 37,3 procent głosów. W lipcu 1932 r. ponad połowa bezrobotnych, 40 procent robotników, jedna trzecia urzędników, ponad 40 procent kupców i przedsiębiorców, 30 procent kobiet poparła NSDAP i to przy ponad 80-procentowej frekwencji wyborczej. Naziści mieli zwolenników zarówno wśród osób o lewicowych jak i prawicowych poglądach. To niesamowite jak partia, która do tej pory nic nie osiągnęła i obiecywała właściwie przysłowiowe gruszki na wierzbie, znalazła tak wielkie poparcie.

Dla wielu ugrupowań politycznych w Europie NSDAP jest do dziś wzorem, jak to przy pomocy głośnej kampanii wyborczej, pseudo patriotycznych, populistycznych haseł, oraz kreowania winowajców / najlepiej obcokrajowców czy osób innej wiary /można wygrywać wybory. Ta partia zrobiła „rewolucję” i przejęła władzę właściwie w zgodzie z konstytucją i porządkiem prawnym znienawidzonej przez nią Republiki Weimarskiej. Kiedy po pożarze Reichstagu / 24 lutego 1933 roku / prezydent Hindenburg wydał rozporządzenie ograniczające prawa obywateli oraz dające wtedy jeszcze koalicyjnemu rządowi Hitlera zezwolenia na ściganie osób zagrażających porządkowi czyli de facto wprowadził stan wyjątkowy w Niemczech, działo się to w zgodzie z artykułem 48 konsytuacji. Naziści chociaż mogli, nie stworzyli nowej ustawy zasadniczej. Ze starej wykreślili część przepisów, niektóre zawiesili powołując się na przyjętą przez Reichstag większością dwóch trzecich głosów ustawę z dnia 24.03.1933 upoważniające rząd i kanclerza do wydawania rozporządzeń z mocą ustaw, zawierania umów międzynarodowych czy uchwalania budżetu państwa bez zgody parlamentu. To prawo zostało przyznane na okres czterech lat lub do czasu zmiany rządu. Na podstawie tego przepisu sprawowali naziści władzę do 1945 roku. Wprawdzie konstytucja nie przewidywała udzielania tego typu uprawnień, ale w latach 1919-27 rząd kilkukrotnie otrzymywał specjalne upoważnienia od parlamentu i ten precedens wykorzystał Hitler.

Czysto nazistowski Reichstag / z kilkoma zaproszonymi bezpartyjnymi / zebrał się w latach 1934-45 tylko 19 razy i uchwalił … 7 ustaw. Dla porównania w tym samym czasie rząd a głównie kanclerz wydali 996 rozporządzeń z mocą ustawy. O Reichstagu mówiono wtedy, że to najkosztowniejszy chór w Niemczech. W roku 1937 odbyło się ostatnie posiedzenie rządu w pełnym składzie. Od tej pory Hitler rządził sam. Co jakiś czas wzywał ministrów i innych wyższych urzędników i z nimi omawiał szczegóły podejmowanych przez niego decyzji.

Między marcem i grudniem 1933 roku NSDAP zagarnęła całą władzę w kraju przejmując lub likwidując wszystkie demokratyczne instytucje. Działo się to w zgodzie z obowiązującym prawem „stanu wyjątkowego” popartym siłą SA oraz przynajmniej 40 procentowym poparciem społeczeństwa. Zaczęła od wprowadzenia cenzury, przejęcia lub zamknięcia gazet czy wydawnictw, potem wyrzucenia osób pochodzenia żydowskiego i przeciwników politycznych z instytucji państwowych, rozbicia organizacji związkowych, zmuszenia do samorozwiązania lub zaprzestania działalności partii politycznych. Naziści zlikwidowali samodzielność sądów oraz regionów. Kraj podzielili na nowe jednostki administracyjne, których władze nie były wybierane tylko mianowane przez rząd, a po 1938 przez Hitlera. Przejęli także wszystkie organizacje społeczne, kulturalne i gospodarcze. Utworzyli organizacje partyjne w dużych i średnich firmach. Po referendum z grudnia 1933 roku Niemcy wystąpili z Ligi Narodów i przestali płacić reparacje wojenne. /Te razem z odsetkami spłaciła RFN, ostatni rata przypadła na 3.10.2010./

Pierwsze pięć lat rządów Hitlera i jego partii to „pasmo sukcesów”. Oczywiście były to sukcesy w stylu znanym nam z PRL-u, czyli triumfy na pokaz, o których bez przerwy „trąbiły” media III Rzeszy. Wtórowała im w tym prasa prawicowa w całej Europie, także w Polsce, która zachwycała się osiągnięciami rewolucji w Niemczech. Zresztą faszyzm niemiecki czy włoski miały dziesiątki milionów zwolenników w wielu krajach.

Nachalna goebelsowska propaganda wmawiała dzień w dzień Niemcom, że wszystko zawdzięczają nazistom. Hitler jak zbawca jeździł po całym kraju i co kilka dni otwierał nowy zakład, odcinek autostrady, chrzcił statki i kładł kamienie węgielne pod budowy osiedli domów mieszkalnych, muzeów, galerii oraz przemawiał, przemawiał i przemawiał… Kto i jak wtedy rządził w kraju, tego za bardzo nie wiadomo. Hitler był w ciągłej podróży, Reichstag prawie nie pracował, rząd zbierał się rzadko , palatyni jak Göring, Himmler, Goebbels, Hess prowadzili nieustanną wojnę o nowe obszary władzy. Mimo to, gdyby w roku 1938 przeprowadzono w III Rzeszy wolne wybory, NSDAP bez problemu dostałaby „50 plus” procent głosów.

W latach 1932 i 33 wódz krzyczał z mównic: „Dajcie nam 4 lata a zmienimy Niemcy na lepsze”. Jak jednak było naprawdę z tymi sukcesami Hitlera w latach 1933-38?

Początek roku 1933 – około 7,8 milionów bezrobotnych, w roku 1938 – 0,9 miliona osób bez pracy. W porównaniu z resztą Europy niebywały sukces. To był jednak efekt ożywienia się gospodarki światowej ale przede wszystkim prowadzonych przez państwo i finansowanych z kredytów: wielkich zbrojeń /wydatki na armię wzrosły z 770 milionów reichsmarek w roku 1933 do prawie 11 miliardów w roku 1938 /, budów autostrad i osiedli mieszkaniowych itp.. Przy czym wiele z tych programów rządowych zapoczątkowano w latach 1931-32 i naziści tylko je dalej kontynuowali. Do tego doszło powołanie od roku 1935 młodych mężczyzn do Wermachtu, propagowanie „ jednego dochodu w rodzinie” połączonego z wprowadzeniem kredytów małżeńskich i zasiłków rodzinnych, z czym wiązało się masowe zwalnianie kobiet z pracy i zmuszanie ich do zajęcia się tylko domem. Nie liczyły się one wtedy jako bezrobotne. Wreszcie w roku 1938 za bezrobotnego uważano osobę bez pracy ale pewną politycznie, co także wpłynęło na poprawę danych statystycznych.

Inna półprawda – Hitler dał Niemcom autostrady. Budowę sieci autostrad rozpoczęto w roku 1930. Naziści po przejęciu władzy wyjęli z szuflad poprzedniej władzy plany i kontynuowali rozbudowę dróg. W roku 1940 było ich ponad 3700 km /obecnie około 13000 km/. Do dzisiaj pozostało niewiele odcinków zbudowanych chociażby na podłożu „hitlerowskich” autostrad. Propaganda nazistowska zrobiła z nich motor walki z bezrobociem. Tak naprawdę nigdy nie pracowało przy nich więcej niż 160 tysięcy robotników. Po co naziści ich tyle wybudowali, o to do dzisiaj spierają się historycy. Na pewno plany nie były konsultowane z Wehrmachtem , a samochodów osobowych i ciężarowych było wtedy za mało, aby autostrady miały większe ekonomiczne znaczenie. Hitler obiecywał wprawdzie auto dla każdego pracującego / poprzednika VW Garbusa/ ale nie można było go kupić tylko trzeba było się na nie zapisać i systematycznie po minimum 5 Reichsmark tygodniowo oszczędzać. Po zebraniu trzech czwartych sumy dostawało się numer przydziału i czekało na swoją kolej. Miał to być pojazd dla robotników ale tych / zarabiali średnio 100-150 RM w miesiącu czyli w przeliczeniu około 600 euro / nie było na niego stać. Do końca 1944 roku wyprodukowana około 65 tysięcy samochodów, ale żadne z nich nie trafiło do prywatnego odbiorcy tylko do Wehrmachtu, SS itp.

Następne kłamstwo – NSDAP wyzwoliła kobiety z tak zwanego modelu 3 razy K / Kueche, Kinder, Kirche / Według niego rola kobiety ograniczała się do kuchni i dzieci a poza domem mogły się one co najwyżej angażować w kościele. Naziści wprawdzie wiele paniom obiecywali, ale skończyło się to w drugiej połowie lat trzydziestych na masowych zwolnieniach zamężnych kobiet z pracy i wielkiej kampanii propagującej kobietę matkę i współtowarzyszkę męża. Za to dano im Dzień Matki i odznaczenia za urodzenie kilkorga dzieci. Istniała wprawdzie przy NSDAP organizacja kobieca, ale

nie miała ona nic do „gadania”. Wiele młodych ale i starszych Niemek traktowało Hitlera z uwielbieniem, jakim dzisiaj cieszą się gwiazdy piosenki czy kina. To przynajmniej sugerują nam nakręcone wtedy propagandowe filmy. Jednak tak naprawdę poparcie kobiet dla NSDAP od roku 1939 wyraźnie malało

Jak wszystkie podobne ruchy społeczne, naziści „zajęli” się wychowaniem młodego pokolenia. Hitlerjugend czy BDM / organizacja dla dziewcząt / zostały dobrze przyjęte przez większość dzieci i młodzieży. Wspólne zabawy, wyjazdy na obozy, zawody sportowe, mundury, a przede wszystkim równouprawnienie / nie ważne było kto z jakiego domu pochodził / sprawiły, że mimo przymusu / od roku 1935 /należenia do tych organizacji, młode pokolenie dość aktywnie uczestniczyło w co środowych szkoleniach ideologicznych i w co sobotnich zawodach rekreacyjno-sportowych czy próbach muzycznych. Naziści nie wymyślili jednak nic nowego. W Niemczech w latach 20tych istniało prawie 70 tysięcy organizacji sportowych, muzycznych i kulturalnych. Oni je przejęli i zrobili z tego własny sukces. Od roku 1937 zmieniano gruntownie program w przedszkolach i szkołach, podporządkowano go krzewieniu rasistowskiej ideologii. Już przedszkole miało wychowywać twardziela a nie chowającego się za spódnicą mamy mazgaja. W szkole równie ważne jak matematyka czy niemiecki były wychowanie fizyczne i wojskowe. Jednak w latach 1939-45 ideologia nazistowska zaczęła tracić na atrakcyjności. Szczególnie w środowiskach studenckich wielu traktuje ją jako coś prymitywnego i ograniczającego swobodę. W wielkich miastach pojawiają się grupy nastolatków i młodzieży słuchające czy tańczące swing. Niektórzy chłopcy noszą dłuższe włosy, szerokie spodnie i interesują się USA.

Mimo olbrzymiego nacisku na dzieci i rodziców, cały czas działają w III Rzeszy stosunkowo liczne katolickie i ewangelickie organizacje młodzieżowe . Kiedy w drugiej połowie 1944 roku ewakuowano ludność z bombardowanego Aachen, pozostało tam kilkudziesięciu chłopców z takiej organizacji, którzy pilnowali słynną katedrę Karola Wielkiego aby nie wybuchł w niej pożar.

Kolejna nieprawda – naziści skutecznie ograniczyli liczbę przestępstw i na ulicach zrobiło się bezpieczniej. Faktem jest, że bojówki SA nie licząc się z prawem rozbiły lub przejęły wiele grup przestępczych. Ponadto NSDAP zamieniło Niemcy w kraj policyjny, propagowało czujność czyli donosicielstwo. To plus zmniejszenie bezrobocia spowodowała spadek liczby drobnych kradzieży czy bójek. Nie spadła przestępczość wśród młodocianych, od roku 1938 zaczęła nawet rosnąć. Także nie było „za Hitlera” mniej morderstw, oszustw czy napadów niż przed rokiem 1933. W czasie wojny wzrosła i to znacznie liczba przestępstw kryminalnych i gospodarczych.

Za to z niezwykłą surowością / zbliżoną do stalinowskiej / traktowano osoby wątpiące w Hitlera czy ostateczne zwycięstwo. W okresie 1940-45 skazano na śmierć 16 tysięcy Niemców, większość wyroków wykonano. Wśród ofiar byli spiskowcy 20 lipca, niepokorni księża, studenci rozdający ulotki ale także osoby opowiadające tylko dowcipy czy złodzieje kur. Ile osób zamęczyło gestapo tego do dzisiaj wiadomo

Propagandowe filmy z lat 30-tych pokazują Niemców wypoczywających na statkach pasażerskich, wyjeżdżających w Alpy czy do zaprzyjaźnionych faszystowskich Włoch. Dotyczyło to jednak nie więcej jak kilku procent robotników. Naziści tak jak obiecywali wprowadzili dla wszystkich pracujących płatne urlopy, które w zależności od długości okresu zatrudnienia wynosiły do 12 dni roboczych w roku. W zamian za pracę i niskie ceny podstawowych artykułów żywnościowych odebrali oni robotnikom wszelkie prawa. Jakiekolwiek protesty, próby tworzenia związków zawodowych były surowo karane.

NSDAP wiele mówiła o popieraniu niemieckiego przemysłu szczególnie małych i średnich firm. Na zbrojeniach obłowiły się wielkie koncerny a liczba małych z roku na rok się zmniejszała. Jednym z powodów były ograniczenia w dostępie do dewiz.

Hitler „wychowanek I Wojny Światowej” bardziej od Żydów czy komunistów bał się protestów głodującej ludności, takich, które w roku 1918 zdmuchnęły cesarstwo.

Dlatego robiono wszystko, także podczas II Wojny, aby nie doprowadzić do podobnej sytuacji. Według wodza, syty i wypoczęty robotnik nie będzie przeciwstawiał się władzy. Wielkim marzeniem Hitlera / zresztą także Mussoliniego czy Stalina / była gospodarcza i żywnościowa samowystarczalność kraju. Jedynie w produkcji roślinnej prawie się to Niemcom udało /83 proc./, w produkcji zwierzęcej już nie / 50 procent /.

Czy wojna w roku 1939 by wybuchła czy nie, musieli oni wprowadzić we wrześniu 1939 roku kartki na żywność.

W czasie wojny tylko dzięki systematycznemu ograbianiu zajętych krajów utrzymano jako taki poziom życia w Niemczech.

Naziści wydawali olbrzymie sumy na uniezależnienie się energetyczne i surowcowe od zagranicy. Szczególnie kosztowne były badania nad paliwem syntetycznym z węgla, czy możliwością wykorzystania dużych ale bardzo ubogich rud żelaza znajdujących się w Niemczech. W ten sposób chcieli także ograniczyć wydatki dewizowe kraju. Skutek był raczej odwrotny. Wielkie zbrojenia spowodowały spadek eksportu i związany z tym brak dewiz. W roku 1938 eksport stanowił tylko jedną trzecią tego z roku 1928. O przydziale dolarów czy funtów dla firm decydowały specjalne komisje. Za reichsmarki Niemcy nie mogli zagranicą nic kupić. Nikt ich nie chciał. III Rzesza produkowała właściwie tylko długi, inaczej nie można nazwać uzbrojenia, którego przecież nie sprzedawano.

Po 5 latach „dobrych” rządów NSDAP, „Wielkie Niemcy” stanęły na skraju totalnego bankructwa. Olbrzymia nadwyżka popytu / płac, przede wszystkim w przemyśle zbrojeniowym/ nad podażą / produkcją dóbr konsumpcyjnych / sprawiła, że rynkowi groziła hiperinflacja, a państwu niewypłacalność. Próbowano temu zaradzić poprzez propagowanie oszczędzania pieniędzy w bankach czy na obligacjach państwowych, przyjmowanie przedpłat na samochody, propagowanie towarów wytwarzanych w kraju na przykład marmolady czy tanich, słabych jakościowo niemieckich materiałów na ubrania. Jak wtedy mówiono: zamiast masła i mięsa obywatele dostali czołgi i dżemy. Oszczędność, to była według propagandy główna cecha jaką powinien się charakteryzować „prawdziwy Niemiec”. Z tego powodu poziom życia większości obywateli był skromny, w roku 1938 niższy niż w 1928. Od roku 1934 właściwie nie podnoszono płac, a wzrost dochodów pracowników był wynikiem olbrzymiej liczby nadgodzin, których branie było bardzo często wymuszane na robotnikach i urzędnikach.
Innym źródłem dochodów państwa było zagarnięcie żydowskich majątków. Tylko w roku 1938 skarb wzbogacił się o miliard Reichsmarek. W tym samym czasie powstał także plan pozbycia się z kraju wszystkich niemieckich Żydów w wieku produkcyjnym. Pozostali mieli być utrzymywani z zabranych majątków oraz zagranicznej pomocy. Ale świat ich nie chciał.

Wszystkie te przedsięwzięcia nie dały spodziewanych efektów. Na przełomie 1938/39 prezes Reichsbanku Hjalmar Schacht sprzeciwił się dalszemu zadłużeniu państwa, a przede wszystkim wydawaniu pieniędzy na bezsensowne autarkiczne pomysły. Za to został zwolniony i jego miejsce zajął sam Hitler. To jednak nic nie zmieniło. Führer nie miał w roku 1939 właściwie innego wyjścia jak rozpocząć wojnę. Inaczej III Rzeszy groził gospodarczy kolaps. Według planów wodza i jego sztabu, Niemcy dopiero w latach 1941-42 miały mieć gotową podjąć większe działania ofensywne armię. Dlatego w roku 1939 Hitler postawił na brutalną wojnę błyskawiczną. Na inną nie było zresztą Niemiec stać. Podczas kampanii wrześniowej roku 1939 Wehrmacht miał zapasy paliwa i żywności na 3-4 tygodnie. Dlatego niesłychanie ważna była dla Hitlera pomoc Stalina. Dopiero po zajęciu większej części Europy i zagarnięciu „skarbów narodowych” wielu krajów, przejęciu wpływów z podatków, wykorzystaniu taniej lub niewolniczej siły roboczej, stać było Hitlera na wielką wojnę oraz badania nad bronią rakietową, atomową czy budowę gigantycznych wałów obronnych i przede wszystkim atak na ZSRR.

Co było dalej ! Po kolejnych 6 latach „dobrych” rządów Hitlera dawna Europa zniknęła z kart historii razem z 50 milionami jej mieszkańców, a same Niemcy przestały praktycznie istnieć. Podzielone na strefy okupacyjne z 12 milionami przesiedleńców, których rodacy nie witali z otwartymi ramionami, z 10 milionami zabitych, z 1,6 milionem kalek, zniszczonymi wszystkimi dużymi miastami, zrujnowanym i ograbionym przemysłem, wygłodzone znalazły się w sytuacji prawie bez wyjścia. A miało być tak pięknie!

Dzisiaj wiele prawicowych ale także i skrajnie lewicowych partii sięga do dawnych nazistowskich wzorów, chce zamknięcia gospodarek i krajów, stawiania murów, propagowania na siłę własnego przemysłu, przejęcia części firm przez państwo itd.. I co dziwne mają one wielu zwolenników. Ludzie szybko zapomnieli co przyniosły Europie „dobre” idee. Znowu znajdują posłuch różni nawiedzeni przywódcy, którzy nie mają nic do zaproponowania poza strachem i negacją demokracji. Czy można w XXI wieku kiedy świat stoi przed globalnymi problemami jak na przykład migracja, zmiany klimatyczne, brak wody, czy nawet wymieranie pszczół itd. znowu wyciągać zmurszałe i nie do zrealizowania hasła „jak nasz kraj tylko dla nas”.

Dariusz Lewandowski

Jechali do raju zobaczyli piekło!

Na peronach berlińskiego Ostbahnhofu tysiące rodzin żegnały synów i ojców, sąsiedzi sąsiadów, przyjaciele przyjaciół. „Jak tylko się tam urządzimy to zaraz Was ściągniemy” – obiecywali odjeżdżający. „Napiszcie jak tam jest, u nas różnie o tym mówią”– przypominali pozostający. W latach 1930-1932 takie sceny rozgrywały się przynajmniej kilka razy w tygodniu przed odjazdem pociągów do Moskwy.

Niektórzy wyjeżdżali z przekonania, większość z braku pracy i perspektyw opuszczała na początku lat trzydziestych pogrążone w głębokim gospodarczym i politycznym kryzysie Niemcy i jechała do robotniczego raju Związku Sowieckiego. Wszystko odbywało się w pełni legalnie, za zgodą rządu Republiki Weimarskiej. Bolszewicy obiecywali, pracę, mieszkanie, świadczenia socjalne oraz wypłatę części zarobków w markach. Szczególnie ta ostatnia obietnica kusiła wielu.

Stalin poprzez wielki przemysłowy skok tworzył zbrojeniowe imperium. Kryzys gospodarczy na zachodzie był dla niego wspaniałym nie tylko propagandowym prezentem. Nie mające zleceń wielkie niemieckie, amerykańskie firmy budowały mu nowoczesne zakłady, a bezrobotni fachowcy głównie z Niemiec czy Czech tysiącami podpisywali kontrakty na pracę w w ZSRR. Nie była to jednak pierwsza grupa pracująca dla Bolszewików. Już od początku lat dwudziestych nie tylko komuniści z Niemiec czy Węgier wybierali „wolność” w Związku Sowieckim. Razem z nimi przy budowie robotniczego „państwa” a w rzeczywistości przy rozbudowie potencjału militarnego Armii Czerwonej harowało wielu Czechów, Jugosłowian, także Włochów i Amerykanów. „Nasz” Feliks Dzierżyński był szefem nie tylko bolszewickiej milicji, bezpieki ale także odpowiadał za radziecką gospodarkę W roku 1925 doprowadził do utworzenia organizacji zajmującej się ściąganiem z zachodu dobrze wykwalifikowanych, o komunistycznych lub lewicowych przekonaniach techników i robotników. Ta organizacja prowadziła w wielu krajach aktywną akcję werbunkową, nie szczędzono środków na reklamę pracy dla rewolucji. Tych, którzy wierzyli w komunistyczne ideały nie brakowało. Robotnicy z innych krajów przywozili ze sobą nie tylko zapał ale i wiele tajemnic dotyczących produkcji w branżach: elektrotechnicznej, chemicznej, górnictwie czy hutnictwie. Za stosunkowo niewielkie pieniądze Bolszewicy otrzymali dostęp do wielu najnowocześniejszych rozwiązań i zaoszczędzili miliony rubli w złocie. Większość tych, którzy przyjechali w latach 20-tych zarabiało niewiele więcej niż krajowcy. Oni nie myśleli o wynagrodzeniach, ale oddawali wszystkie swoje siły dla Rewolucji. Nie uczyli się rosyjskiego, pozostawali we własnym gronie i czekali na wyjazd do już radzieckich Niemiec, Czech czy Francji. Było ich jednak zbyt mało aby wykonać zadania pierwszego planu 5-letniego. A ten miał z Sowietów stworzyć zbrojeniową potęgę. Dlatego Stalin wypożyczał inżynierów nawet z koncernów USA. Niektórzy zarabiali ponad 1000 dolarów miesięcznie, sprowadzano statkami ich samochody, otrzymywali piękne mieszkania, specjalne zaopatrzenie, bezpłatne urlopy / nawet zagranicą /

Robotników już tak dobrze nie traktowano. Ponad 100 tysięcy umów o pracę wydało w latach 1930-1932 sowieckie przedstawicielstwo handlowe w Berlinie. Wyjeżdżający podpisywali kontrakt na rok z możliwością jego przedłużenia. Naładowani komunistycznymi ideami opuszczali nie bez żalu Niemcy i udawali się do kraju wolności, równości i pracy dla wszystkich. Mimo, że na początek otrzymywali wyższe pensje i lepsze warunki od ludzi radzieckich, to ponad 10000 jeszcze przed upływem kontraktu opuściło „gościnną sowiecką ziemię”. Szczególnie pierwsza fala z roku 1930 okazała się dla Bolszewików propagandowym niewypałem. Ci co po kilku miesiącach wrócili, nie tylko opowiadali prasie o tym jak się „dobrze” żyje w pierwszym socjalistycznym państwie, ale występowali do sądów o odszkodowania za niedotrzymywanie kontraktów. Dlatego nabór w latach 1931 i 32 prowadzono już dokładniej, starając się wybierać osoby o przekonaniach komunistycznych. Co nie przeszkodziło, że do pracy w Rosji trafiło, wielu członków znienawidzonej niemieckiej Socjaldemokracji czy NSDAP.

Cudzoziemcy pracowali głównie w kopalniach, hutach, fabrykach Donbasu, Kuzbasu i Uralu ale także Moskwy i Leningradu. Mimo, że warunki pracy jak i płacy nie były takie jak sobie wyobrażali Niemcy, należeli oni do najlepszych pracowników. Zgłaszali wiele rozwiązań racjonalizujących pracę, zmniejszających zużycie materiałów i to pomimo że otrzymali za to symboliczne nagrody. Większość jednak nie przedłużyła umów o pracę. Powód – na początku lat 30tych Stalin siłą wprowadzał w Rosji kołchozy co doprowadziło do drastycznego zmniejszenia się produkcji rolnej i zmusiło władze do wprowadzenia kartek na żywność . Rosły ceny i pogarszały się warunki życia. Niemcy jak i robotnicy z innych krajów nie umieli dać rady sobie rady w kraju, w którym wszystko trzeba było sobie organizować. Denerwowała ich biurokracja, wszechobecność milicji, niesłowność, brud, braki w sklepach, wspólne kuchnie i łazienki. Ci którzy przyjeżdżali samotnie otrzymywali jeden pokój na dwie osoby, małżeństwa pokój dla siebie, rodziny z dziećmi dwa pokoje. Niektóre wielkie fabryki budowały dla przyjeżdżających domy mieszkalne. Były one jednak tak tandetnie wykonane, że w wielu nie dało się mieszkać.

Dla Niemców szokiem była mniej lub bardziej skrywana niechęć „radzieckich” robotników do przybyszów. Skarżyli się często, że ich rozwiązania są sabotowane przez brygadzistów i kierowników. Do tego od roku 1933 zaczęto ograniczać wypłaty w markach, podwyższać normy, na szeroką skalę wprowadzać pracę akordową. A przecież komuniści w Niemczech cały czas prowadzili kampanię pod hasłem „Praca akordowa to robotnicza śmierć”.

To co najbardziej raziło nawet najzagorzalszych komunistów niemieckich była katastrofalna organizacja pracy, oraz ogromne marnotrawstwo sił i środków. Zachował się list komunistki Emmy Tromm – Dornberger i jej przyjaciela Willego Harzheima mieszkających w kolonii cudzoziemców / 240 Niemców i Czechów/ w Prokopjewsku w Zagłębiu Kuzbasu, z 24 marca 1937 roku. Adresatem listu był Philipp Dengel członek Kominternu w Moskwie. Ci zagorzali zwolennicy Stalina informowali o tym, że górnicy są tak zmęczeni pracą, że nie mają czasu i sił aby przychodzić na szkolenie polityczne.
Pisali, że 6-godzinny górniczy czas pracy jest tylko fikcją, ci w rzeczywistości pracują po 8 i więcej godzin. Przy czym w odróżnieniu od Niemiec czas na przebieranie i dojazd do przodków nie jest wliczany do czasu pracy. A ten w ich przypadku zajmuje prawie dwie i pół godziny. W sumie pracujący na przodku są 14-15 godzin w kopalni lub w drodze do niej. Większość górników niby dobrowolnie zgadza się na takie warunki. W rzeczywistości są zmuszani przez kierownictwo do 8 godzinnej dniówki, kto tego nie robi jest szykanowany. Dalej towarzyszka Emma skarżyła się , że z tego powodu cierpi praca polityczna-kulturalna. Na wiec protestacyjny przeciwko trockistowskiemu centrum przyszło tylko 30 osób, a z okazji dnia Armii Czerwonej nie zorganizowano żadnego spotkania. Także zebrania związków zawodowych nie odbywają się od wielu miesięcy. Ich brak powoduje, że ludzie są niedoinformowani i nie znają prawdy o aktualnej sytuacji w Kraju Rad i na świecie. Gdyby ją znali nie poddawaliby się tak łatwo propagandzie zacofanych elementów i nie wyjeżdżaliby z powrotem do Niemiec i do Czech. Nie podobał się jej także nowy przysłany z Kominternu agitator Bolz, który według niej nic nie robił. Jako rozwiązanie problemów proponowała bliższą współpracę z z sekcją niemiecką Kominternu, oraz przysłanie nowego towarzysza, który z bolszewickim uporem skonsolidowałby wokół siebie aktywistów i przyczynił się do poprawy sytuacji.

W innym liście z 4 kwietnia 1937 niejaki Josef Schwenk skarżył się towarzyszowi Wilhelmowi Florinowi sekretarzowi EKKI czyli członkowi tzw egzekutywy Międzynarodówki Komunistycznej: „…zarobki górników są tak niskie, że utrzymanie jest praktycznie niemożliwe. Czteroosobowa rodzina osiąga miesięcznie dochody 250-300 rubli, co nie pozwala na przeżycie. Małe wiadro kartofli kosztuje 4,5 rubla. Aby jakoś żyć sprzedają swoją odzież. W takiej sytuacji żyją wszyscy zagraniczni robotnicy. Wielu z nich chce wracać do ojczyzny. Jako pracownik kulturalno-polityczny walczę o każdego z nich. Bo kiedy dojdzie do wielkiego „tańca” oznacza to więcej karabinów po drugiej stronie Zagraniczni górnicy mogliby zarabiać i po 500-600 rubli, gdyby kierownictwo kopalni dostarczało im więcej materiałów. Kiedy się skarżą, są nazywani faszystami. Z powodu złej organizacji pracy nie wykonują planu i nie biorą udziału w ruchu stachanowskim ani w sowieckim życiu”. Według towarzysza Schenka winę za to ponoszą trockiści i inni szkodnicy, których jest pełno.

W pół roku później Josef Schenk nie miał już żadnych problemów. Jako kontrrewolucjonistę skazano go na śmierć i rozstrzelano. Ten sam los spotkał współautora pierwszego listu Willego Harzheima z tym, że zginął on jako członek wymyślonego przez NKWD trockistowskiego centrum. Dlaczego ten sam los nie spotkał jego przyjaciółki Emmy, tego nie wiadomo. Pokrętne były drogi „stalinowskiego” wymiaru sprawiedliwość. Właściwie jako przyjaciółka trockisty powinna przynajmniej pójść do łagru. Straciła tylko stanowisko nauczycielki języka niemieckiego i pozbawiano ją prawa wykonywania jakiekolwiek zawodu. Mimo to przeżyła i potem budowała nowe Niemcy czyli „NRD”. W roku 1977 wydała książkę pod tytułem „ Wojna kobiet”. Zmarła w roku 1991. Adresaci listów związani z pro stalinowską grupą Picka i Ulbrichta przeżyli wielką czystkę Dengel został nawet w roku 1939 wybrany do władz KPD. Zmarł w Berlinie w roku 1948. Florin zmarł śmiercią naturalną w roku 1944 w Moskwie. Jego podobizna zdobiła nrdowski znaczek o wartości 10 fenigów.
Na przykładzie losów Niemców w stalinowskiej Rosji można zauważyć, że dwa oskarżenia kończyły się prawie zawsze wyrokiem śmierci. Pierwsze dotyczyło związków z tzw „Trockistowskim Centrum”. Drugie, współpracy z polskim, niemieckim ewentualnie angielskim wywiadem. Często jedyną podstawą do oskarżenia Niemca o zdradę na rzecz Polski był fakt, że urodził się wprawdzie w Cesarstwie Niemieckim ale na ziemiach od roku 1918 należących do Polski. To wystarczało! Mogli zaprzeczać, wskazywać na brak dowodów, ale bez skutku. W czystce drugiej połowy lat 30-tych nie chodziło bowiem ani o udowodnienie komuś winy, ani o wyeliminowanie przeciwników politycznych Stalina / tych już od dawna nie było/ czy oczyszczenie społeczeństwo z wymyślonych przez NKWD szpiegów lub tzw. szkodników społecznych. Stalin po prostu w przyspieszonym tempie zastępował stare kadry w partii czy w wojsku „jego ludźmi”. To mieli być jemu oddani, wykonujący bez zmrużenia oka wszelkie rozkazy politrucy. Z nimi zamierzał ponieść rewolucję na zachód Europy. System sowieckiej sprawiedliwości działał planowo, tylu straconych, tylu skazanych na 25 lat, tylu na 10. Inaczej trudno wytłumaczyć dlaczego za podobne oskarżenia / na przykład o szkodnictwo społeczne dostawało się raz kulę w łeb innym razem tylko łagry / czyli śmierć na raty / lub „tylko” przesiedlenie, bez prawa powrotu. Być może kiedy wykonano plan zabitych można było sobie pozwolić na łagodniejsze kary. Oczywiście nie zawsze. Pewne grupy ludności jako na przykład mężczyźni polskiego pochodzenia mieszkający w Leningradzie zostali „wybici prawie co do jednego. Tutaj obowiązywał plan maksimum. Stalin osobiście ustalał liczby skazanych w poszczególnych regionach. Ten plan musiał być zrealizowany. Jeżeli gdzieś go nie wykonano, osoby odpowiedzialne mogły liczyć się z najgorszymi konsekwencjami. Oskarżano je o sprzyjanie kontrrewolucji itp. i najczęściej rozstrzeliwano.

Poprawiająca się od roku 1933 koniunktura w Niemczech sprawiła, że większość Niemców wróciła, w Kraju Rad pozostali głównie ludzie o przekonaniach komunistycznych. Już od roku 1933 patrzono na niemieckich robotników jako na ewentualnych szpiegów. W roku 1935 wyrzucono Niemców ze wszystkich zakładów zbrojeniowych, obniżono im zarobki podwyższono normy, szykanowano. Wielu aby odwrócić od siebie wszelkie podejrzenia, przyjmowało sowieckie obywatelstwo. Było to rozwiązanie najgorsze z możliwych. Jako obywatele ZSRR tracili prawo do wyjazdu z tego kraju. Poza tym Stalin nie dowierzał tym przyszywanym ludziom radzieckim i jako element wrogi kazał ich traktować z całą surowością. Przy okazji trafiły do więzień lub zostały rozstrzelane osoby mające bezpośredni kontakt z Niemcami.

Znamienna jest historia rodziny Huth. Ojciec Alfons nie był największej klasy fachowcem, ale za to wieloletnim komunistą, który dobrze znał Różę Luksemburg i Karola Liebknechta. W roku 1931 przyjechał z całą rodziną / żona i 5 synów / do Moskwy. Rok później Huthowie stali się bohaterami reportażu w gazecie Komunistycznej Partii Niemiec „Rote Fahne” , pisała o nich szeroko prasa sowiecka. W reportażu opiewano zalety życia w Moskwie: ” W Rosji czuje się rodzina jak w domu, są przekonani o zwycięstwie socjalizmu i czynią wszystko, aby je przyspieszyć. Nie muszą martwić się o bliższą i dalszą przyszłość. Czy tak samo byłoby gdyby pozostali w Niemczech, kraju kapitalizmu, bezrobocia?” – pytał dziennikarz komunistycznej gazety.

W roku 1935 rodzina Huth postanowiła pozostać w ZSRR i przyjęła obywatelstwo. Trzy lata później czterech synów aresztowała NKWD. Oskarżono ich o przynależność do wymyślonej przez NKWD moskiewskiej organizacji Hitlerjugend i rozstrzelano. O wykonaniu wyroku rodziny nie powiadomiono. Ojciec próbował dowiedzieć się cokolwiek o losie synów. Bez rezultatu. Za to dano mu do zrozumienia, że ma się od nich odciąć i potępić ich zbrodniczą działalność. Kiedy tego nie zrobił, skazano go w roku 1940 / miał wtedy 62 lata / na 7 lat obozu, gdzie szybko zmarł. Żonę przesiedlono na Syberię, zmarła tam z głodu. Przeżył jedynie najmłodszy syn. Taki był los większości niemieckich robotników, którzy przyjęli sowieckie obywatelstwo. Kiedy aresztowano mężów, żony pozostawały bez środków do życia, wiele popełniło samobójstwo. Niektóre zdesperowane pisały listy do ambasady III Rzeszy w Moskwie o zgodę na powrót. Od roku 1937 zmuszano obcokrajowców do przyjęcia obywatelstwa ZSRR. Znany jest przypadek niemieckiego komunisty, który odmówił oddania paszportu. Odesłano go do  Niemiec, gdzie od razu trafił do KZ, w którym przeżył do końca wojny. Nikt z jego przyjaciół, którzy pozostali w ZSRR nie miał tego „szczęścia”.

Ci którzy nadal mieli paszport niemiecki stopniowo do roku 1938 opuszczali ZSRR. Nawet tacy, którzy wiedzieli, że zostaną w III Rzeszy aresztowani . Według danych Gestapo w latach 1934-1938 miesięcznie wracało od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Dlaczego Sowieci na to się zgadzali, skoro niechętnie wypuszczali ludzi, którzy na własne oczy widzieli „raj na ziemi”. Prawdopodobnie w ten sposób przeszmuglowali na zachód wielu agentów, czy tylko swoich ludzi, którzy kiedy nadejdzie czas mieli się uaktywnić. Naziści także nie przeszkadzali w powrotach. Wykorzystywali je propagandowo, a od powracających zebrali sporo informacji na temat warunków gospodarczych politycznych i społecznych panujących w Rosji. Sowieci zwolnili nawet w roku 1938 niektórych, mających obywatelstwo niemieckie więźniów Gułagów. Z ich relacji dowiedzieli się obywatele III Rzeszy o komunistycznych zbrodniach, o metodach torturowania więźniów / podobno Gestapo wiele z nich wykorzystało / o ciężkich warunkach życia.

Po zawarciu 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop – Mołotow, Stalin „podarował” przyjacielowi Hitlerowi sporą grupę poszukiwanych przez Gestapo i ukrywających się w ZSRR Niemców. Towarzysz Józef nie wiedział, że w ten sposób uratował wielu z nich życie. Niektórzy zostali w III Rzeszy wprawdzie straceni, innych wysłano do obozów koncentracyjnych, ale górników czy wykwalifikowanych robotników skierowano do pracy. Poddano ich tylko ścisłemu dozorowi policyjnemu. Większość przeżyła! Także i z tego względu, że jako osoby podejrzane o komunizm nie brano ich do Wehrmachtu.

W roku 1941 tych nielicznych niemieckich robotników, którzy pozostawali na wolności, przesiedlono razem z całą mniejszością niemiecką do Kazachstanu. W łagrach czy na zesłaniu pozostawali do roku 1955. Wtedy to po rozmowach Chruszczowa z Adenauerem pozwolono ostatnim jeńcom ale także robotnikom niemieckim na powrót do RFN lub NRD. Tylko jednostki pozostały w ZSRR. W latach 60 tych w Moskwie pracował jeszcze jeden robotnik, który przybył tam na początku lat trzydziestych.